Zobacz profil

Liczy się tylko kasa na koncie - Newsletter Artura Kurasińskiego

Revue
 
 

Newsletter Artura Kurasińskiego

10 czerwiec · Wydanie #253 · Zobacz online

Opisuję i tłumaczę jak nasz świat zmienia się pod wpływem technologii. Otrzymasz wyselekcjonowaną i wartościową wiedzę dwa razy w tygodniu na swoją skrzynkę mailową. Możesz posłuchać też mojej audycji na EmpikGO i Newonce.


Wiele lat temu nauczony mądrymi książkami branżowych guru każdy swój pomysł na biznes walidowałem za pomocą “testów korytarzowych” albo robiłem proste ankiety i zasypywałem nimi znajomych albo wybrane grupy na Facebooku.
Ponieważ pracownicy albo znajomi nie chcieli mi psuć zabawy to wyniki takich “przepytywań” zawsze były dla mnie optymistyczne a użytkownicy branżowych grup na Facebooku w 90% starali się wykazać swoją wiedzę i marność pomysłu wynajdując najbardziej idiotyczne argumenty, że “nie da się” (więc tutaj też wnioski były delikatnie mówiąc zaburzony).
Jak sięgam pamięcią żaden z moich pomysłów (a miałem ich naprawę DUŻO) nie został rozjechany na poziomie ankiet. Wręcz przeciwnie - nawet kiedy pytałem się o kwestię ceny czy abonamentów zawsze dostawałem pozytywną odpowiedź.
Jakże było moje zdziwienie kiedy produkt czy usługa były gotowe a tym razem prawdziwi klienci pokazywali środkowy palec. Nie rozumiałem tego i powtarzałem proces (w końcu tak robili najlepsi w branży!) - tworzyłem założenia, robiłem ankiety i na ich podstawie wykonywałem prototyp.
Efektem były kosmicznie kwoty zmarnowane na “słuchanie się klientów”, moralny kac, niepewność towarzysząca kolejnym próbom oraz postępujący brak zaufania do swojego doświadczenia i wiedzy (“cholera, a innym to jakoś wychodzi!”)
W czym był problem? Na pewno po części w źle stworzonych ankietach (pomimo mojego wykształcenia socjologicznego) ale przede wszystkim w jednym, prostym fakcie jaki wielokrotnie podkreślał Dr House:
“Everybody lies”
Ludzie kłamią (albo inaczej - w ich ocenie po prostu nie mówią całej prawdy ale ją tylko “trochę” przeinaczają) z wielu powodów. Dlatego, że są twoimi znajomymi i nie chcą ci zrobić przykrości (“dawaj, to na pewno się uda!”) albo pytasz się o coś, o czym nie mają zielonego pojęcia (ale ponieważ nikt nie chce wyjść na głupka to się do tego nie przyznają).
Efektem jest otrzymanie totalnie zmanipulowanego obrazu rzeczywistości i podejmowanie na jego podstawie złych decyzji, które prowadzą do biznesowych tragedii.
Wiemy już zatem dlaczego często popełniamy błąd ufając ankietom, testom i komentarzom w mediach społecznościowych. Ale jak tego uniknąć? O tym za chwilę.
Niedawno przeczytałem w Pulsie Biznesu artykuł o Supercar Club Poland. Artykuł o tyle interesujący, że znam Kamila Dłutko bo w 2013 roku zrobiłem z nim wywiad (czyli trzy lata po starcie klubu) dotyczący firmy i stworzonej społeczności miłośników drogich samochodów (możecie całość obejrzeć tutaj i tutaj).
Byłem kompletnie zszokowany kiedy przeczytałem następujące słowa Kamila:
“ Założyciele zaopatrzeni w tabele, scenariusze, wyceny i wizualizacje zwrócili się do ponad stu zamożnych osób pasjonujących się motoryzacją z badaniem wywiadowym realizowanym przez agencję badawczą, czy taka oferta byłaby dla nich interesująca.
– Ponad 70 osób zadeklarowało chęć uczestnictwa w takim przedsięwzięciu, jeśli się go podejmiemy. Chwalili pomysł, wskazywali jego adekwatność do swoich potrzeb, dopingowali, byśmy z nim ruszyli – wspomina Kamil Dłutko.
Powstała w 2011 r. spółka Supercar Club Poland wynajęła miejsca garażowe i biuro w warszawskim hotelu Hilton, kupiła sześć aut (Ferrari, Lamborghini, Porsche 911, Audi R8, Nissan GT-R, Corvette) i zaprosiła zainteresowanych na uroczystą inaugurację.  Z pokaźnej grupy deklarujących chęć wstąpienia do klubu słowa dotrzymało… zero osób.
– Na imprezie inauguracyjnej pozyskaliśmy jednego klubowicza spoza grupy ankietowanych. Kości zostały rzucone. Tak wystartowaliśmy – mówi Kamil Dłutko.”
Po pierwsze dotarło do mnie, że taki sam problem z deklaratywnością mają twórców startupów z analityką mediów społecznościowych jak biznesy, które za klientów mają osoby bogate (w teorii - dla nich pieniądze nie powinny być problemem).
Po drugie Kamil w wywiadzie dla PB opisał co zrobił kiedy pierwotny plan spalił na panewce - zaczął szukać innych dróg i zmienił podejście do pomysłu. Z dnia na dzień musieli zupełnie zmienić zasady, model biznesowy, czy kanały pozyskiwania klubowiczów. Wszystko żeby wymarzony biznes przetrwał pomimo tego, że nic nie wskazywało, że ktoś taką usługą będzie zainteresowany.
Okazało się bowiem, że wymarzonym klientem jest zupełnie inna grupa osób. Kamil i cały zespół musieli nauczyć się stworzyć ofertę dla nich, zrozumieć potrzeby a przede wszystkim zadbać o to żeby klienci najpierw płacili a potem dopiero spełniać ich zachcianki.
Zanim się tego nauczyli minęło ponad rok a firma przepaliła ponad 1,5 złotych (głównie na zakup i utrzymanie floty samochodów). Kiedy przyszła zmiana?
“Przełamanie nastąpiło… nie wiadomo kiedy, mniej więcej po pięciu latach od startu.”
Pięć lat. Nie rok, dwa, trzy czy cztery. Pięć. Tyle zajęło im wyjście na prostą, zrozumienie klientów, umiejętność skalowania i biznesowa dojrzałość.
Pamiętacie jak obiecałem napisać jak wyjść z pułapki deklaratywności? Są jedna, sprawdzona metoda (albo inaczej - jest ich zapewne więcej, ale ja święcie wierzę właśnie w tę jedną).
Jak ona brzmi? Jak najszybciej doprowadzić do tego żeby klient nam zapłacił.
Kropka.
Nie skupiaj się na budowie panelu administrującego, nie zatrudniaj ludzi od HR. Zostaw proces wyboru agencji od stworzenia naming i brandingu. Nie skupiaj się ma planach podziału rynku i przejęć konkurencji albo dopieszczania prezentacji inwestorskich z planami rozwoju na 5 lat do przodu.
W zamian za to zbuduj najprostszy landing page z polem do dokonania wpłaty (w najgorszym razie po prostu formularz mailowy). Obiecaj zniżkę albo dożywotnią licencję dla pierwszych klientów. Kup reklamę za 100 złotych i zobacz ilu klientów przekonasz. Tyle.
Jeśli będziesz umiał wytłumaczyć w kilku zdaniach dlaczego klienci potrzebują takiego produktu to nawet milion złotych tego nie zmieni. Ani dwa, ani trzy.
Mi osobiście udało się “przepalić” kilka milionów od inwestorów ignorując tę metody.
Uznawałem, że tylko dopieszczony produkt z mega UX'em, unikalną domeną i kampanią wizerunkową w mediach mainstreamowych sprzeda się i pozwoli zarobić dziesiątki milionów.
Ha, ha.
Chciałem żyć w przekonaniu, że występy na branżowych eventach, wywiad u kolegów blogerów w końcu sprawią, że cały świat padnie na kolana i będzie mnie błagał żebym im sprzedał mój cudowny produkt.
Nic takiego nie nastąpiło bo nie miało prawa nastąpić.
Zmieniłem swoje podejście kilka lat temu. Od tego czasu stałem się fanatykiem podejścia “klient ma najpierw zapłacić”.
Pierwszy efekt zobaczyłem przy tworzeniu Astrography - zamiast żyć w świecie iluzji zanim powstał sklep i podpieliśmy do niego zdjęcia i opisy Adam sprzedawał swoje zdjęcia za pomocą profilu na Facebooku - wrzucał zdjęcia i pytał kto chce kupić jego prace. Dzięki temu po 3 latach jesteśmy obecnie na ścieżce szybkiego wzrostu (i dopiero całkiem niedawno zmieniliśmy platformę sklepową na Shopify rezygnując z “samoróbki” postawionej “tylko na moment” na Woocommerce).
Podobnie było ze Spellareną - zaczęliśmy od tworzenia map dla graczy RPG na Patreon. Dzięki temu szybko udało się pozyskać kilkuset klientów, którzy miesięcznie płacą kilkanaście tysięcy złotych za dostęp do map i pomocy tekstowych. W tym wypadku skorzystaliśmy z gotowego marketplace'u (zerowy koszt) oraz małej kwoty na reklamę na Facebooku. Zadziało. Szybko pojawili się klienci, przychody i zyski.
Obecnie tworzymy kampanię na Kickstarterze z naszym kolejnym produktem i będziemy zakładali kolejne konta na Patreonie (bo kochamy model subskrybcyjny!).
To nie byłoby możliwe w przypadku potwierdzenia naszej pierwotnej tezy i znalezienia pierwszych klientów.
I tak samo było z serią komiksów “Róża, a co chcesz wiedzieć?”. Zaryzykowałem i poświęciłem pół roku na stworzenie książki, której nie było na rynku. Zamiast próbować tworzyć teorie na temat odbiorcy i rynku po prostu przekonałem wydawnictwo Helion żeby wydało i sprawdziło rynek.
Sukces pierwszej części pokazał, że miałem dobrą intuicję dlatego zainwestowałem swoje środki i stworzyłem część drugą, którą wydałem w modelu self publishingu (dla pewności jeszcze raz zweryfikowałem rynek robiąc kampanię na Wspieram.to ustanawiając rekord polskiego crowdfundingu w kategorii komiks).
Klient zapłacił za produkt zanim dostał książkę do ręki a ja miałem środki na koncie.
Tak więc zamiast czytać na Kindle'u kolejną biografię bogacza, fascynować się jaki nowy ficzer Apple pokazał na swojej konferencji albo jak to robi konkurencja po prostu zmuś swojego klienta do tego żeby ci zapłacił.
Bo liczy się tylko kasa na koncie.
Reszta jest prosta.
PS Jeśli spodobał Ci się ten tekst to tutaj możesz mnie wesprzeć. Wyceniłem koszt miesięcznego takiego wsparcia (8 wydań) na 12 złotych. Jeśli uznasz, że to co pisze i wiedza jaką przekazuję ma dla Ciebie sens to zapraszam do wspierania. Dziękuję!

POWRÓT DO BIURA - TEST KAMERKI I SŁUCHAWEK
REKLAMA
REKLAMA
Nawet jeśli z radością pobiegniecie do swojego biura witać się z koleżankami i kolegami po rocznej rozłące to nadal co jakiś czas trzeba będzie odpalić Zooma, MS Teams czy Skype’a i pogadać z kimś zdalnie.
Ponieważ jestem od lat wierny marce Logitech (mam klawiaturą bezprzewodową K780 i myszkę MX Master 2S a do grania i oglądania filmów używam słuchawek G733) to postanowiłem sprawdzić sprzęt skierowany bardziej do klienta biznesowego….
GENKI - NOWA PLATFORMA DLA TWÓRCÓW
REKLAMA
REKLAMA
Genki, platforma oferująca nowy sposób na zarabianie przez twórców internetowych na ich widowni, rozpoczyna otwarte testy beta.
Genki, najnowsze narzędzie dzięki któremu twórcy internetowym mogą zarabiać więcej na swojej pasji, weszło dziś w fazę publicznej bety. Genki to program lojalnościowy stworzony przez zespół stojący za platformą inSTREAMLY, który umożliwia twórcom zarabianie prowizji od zakupów, jakie ich fani robią w tysiącach sklepów internetowych.
Dla fanów z kolei to łatwy i bezkosztowy sposób na docenienie ulubionych twórców oraz ich pracy.
Genki to rozszerzenie do przeglądarki, które instalują fani i wybierają twórcę, którego chcieliby docenić. Następnie wystarczy, że będą robić normalne zakupy online w ponad 30000 sklepach, tak jak zawsze. Twórca dostaje 1-5% prowizji od ich zakupów. Fan nie płaci nic dodatkowo, a twórca dostaje pieniądze na rozwój.
Kampanie reklamowe online, które sprzedają
REKLAMA
REKLAMA
Cześć, tutaj Jakub Jacek! Mówią o mnie “człowiek bez nazwiska, ale z głową na karku” 
Prowadzę niewielką agencję reklamową złożoną ze specjalistów ds. Reklamy na Facebooku, Digital Marketingu, Copywritingu i Grafiki, którzy rzucili korporacyjne biurka i chcą być częścią zmiany w Twoim biznesie. 
Od wielu lat pomagamy naszym klientom rozwijać działalności e-commerce, pozyskiwać kontakty biznesowe, zwiększać zaangażowanie odbiorców i tworzyć treści, które sprzedają. 
Co zyskujesz?
✅ Projekt, testy, wdrożenie i regularne optymalizacje kampanii reklamowych – wszystko w oparciu o twarde dane i jasne wyniki.
✅ Rzeczowe i przystępne raportowanie wyników na koniec każdego okresu rozliczeniowego.
✅ Logicznie zaplanowaną, skuteczną komunikację w Social Media opartą o wspólnie wyznaczone cele.
✅ Opiekę i wsparcie kilkuosobowego zespołu specjalistów z doświadczeniem agencyjnym
Napisz do mnie na contact@jakubjacek.pro lub wejdź na jakubjacek.pro i sprawdź komu już pomogłem
🤖 PORTALE PRACY PRZYSZŁOŚCI
REKLAMA
REKLAMA
Rocket Jobs PL to job board dla marketingu i nowoczesnej sprzedaży. Just Join IT daje największy wybór polskim programistom. Jednak jak sami twierdzą, są czymś więcej niż tylko job boardami - to portale pracy przyszłości.
Możecie przekonać się sprawdzając na
CAŁĄ MOJĄ KSIĘGOWOŚĆ MAM W INFAKT!
REKLAMA
REKLAMA
Korzystam z usług inFakt od ponad dekady. Nie raz mobilny dostęp do aplikacji ratował mi tyłek. A obecnie w prowadzeniu mojej małej firemki (tak, mam też swoją JDG!) pomaga mi księgowy (Pan Wojtek) właśnie z inFaktu. No więc co mogę zrobić - tylko polecić inFakt! ;)
✔️ CO CIEKAWEGO W TYM TYGODNIU? ✔️
🙀 GLOBALNY PODATEK OD BIG TECH
Grupa G7 osiągnęła “historyczne” porozumienie, aby zmusić międzynarodowe firmy do płacenia wyższych podatków.
Ministrowie finansów, którzy spotkali się w Londynie, zgodzili się na walkę z unikaniem płacenia podatków poprzez zmuszanie firm do płacenia wyższych podatków w krajach, w których prowadzą działalność.
Zgodzono się również na globalną minimalną stawkę podatku od osób prawnych w wysokości 15%.
Dzięki takiej zmianie USA, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Kanada, Włochy i Japonia oraz UE chcą tym sprawić, że do rządów popłyną miliardy dolarów na spłatę długów zaciągniętych w czasie kryzysu pandemii.
Porozumienie było negocjowane przez wiele lat a teraz kraje w nim uczestniczące będą wywierać presję na kolejne kraje m.in. podczas spotkania grupy G20 w przyszłym miesiącu, w skład której wchodzą Chiny, Rosja i Brazylia.
Dlaczego to jest ważne?
Zasady dotyczące zmuszania międzynarodowych koncernów do płacenia podatków tam, gdzie działają - znane jako “filar pierwszy” porozumienia - miałyby zastosowanie do globalnych firm z co najmniej 10-procentową marżą zysku.
Według komunikatu G7, dwadzieścia procent każdego zysku powyżej tego poziomu byłoby realokowane i opodatkowane w krajach, w których działają.
W przypadku Wielkiej Brytanii, na przykład, większe wpływy podatkowe byłyby pozyskiwane od dużych przedsiębiorstw międzynarodowych i pomogłyby w opłaceniu usług publicznych.
Drugi “filar” porozumienia zobowiązuje państwa do globalnej minimalnej stawki podatku od osób prawnych w wysokości 15%, aby uniknąć wzajemnego podcinania sobie cen przez kraje.
W Wielkiej Brytanii podatek korporacyjny wynosi już 19% i ma wzrosnąć do 25% do 2023 roku w odpowiedzi na wydatki podczas pandemii.
Janet Yellen (sekretarz skarbu w gabinecie Joego Bidena) stwierdziła, że istnieje porozumienie co do tego, że krajowe podatki od usług cyfrowych, takie jak te pobierane przez Wielką Brytanię i kraje UE, zostaną zniesione i zastąpione przez nową umowę. Takie podatki są uważane przez USA za niesprawiedliwie wymierzone w amerykańskich gigantów technologicznych.
💶 GOOGLE UKARANE WE FRANCJI
Francuski urząd do spraw konkurencji nałożył na firmę Google grzywnę w wysokości 220 milionów euro. To kara za faworyzowanie jej własnych usług w sektorze reklamy internetowej.
Francuski minister finansów Bruno Le Maire powiedział: “Praktyki wprowadzone przez Google w celu faworyzowania własnych technologii reklamowych dotknęły grupy prasowe, których model biznesowy jest w dużym stopniu uzależniony od przychodów z reklam. Są to poważne praktyki i słusznie zostały one ukarane.”
Dlaczego to ma znaczenie?
“Decyzja o nałożeniu sankcji na Google ma szczególne znaczenie, ponieważ jest to pierwsza na świecie decyzja skupiająca się na skomplikowanych algorytmicznych procesach aukcyjnych, na których opiera się biznes reklamowy online” - powiedziała Isabelle de Silva, szefowa francuskiego urzędu ds. konkurencji.
Amerykański gigant technologiczny zgodził się ułatwić wydawcom korzystanie ze swoich danych i narzędzi. To nie jest pierwszy raz, gdy firma, należąca do Alphabet, została ukaraną grzywnami za łamanie prawa w Europie w branży reklamowej.
Firma została ukarany grzywną w wysokości 1,49 mld euro przez Unię w 2019 roku. Również w tym samym roku na firmę Google nałożono grzywnę w wysokości 50 mln euro za naruszenie unijnych zasad ochrony danych.
Unijny organ ds. konkurencji ukarał firmę rekordową grzywną w wysokości 4,34 mld euro w 2018 r. za wykorzystywanie popularnego mobilnego systemu operacyjnego Android do blokowania rywali. A w 2017 roku Google zapłacił karę 2,42 mld euro.
Grupa Alphabet osiągnęła w pierwszym kwartale bieżącego roku 55,31 mld $ przychodów w przeważającej części z tytułu reklamy online. 
🤖 PIERWSZA WOJNA AI
Po raz pierwszy sztuczna inteligencja była kluczowym elementem i mnożnikiem siły w walce z wrogiem” - chwalą się oficerowie Korpusu Wywiadowczego Israel Defense Forces (IDF).
“To pierwsza w swoim rodzaju kampania dla IDF. Wdrożyliśmy nowe metody działania i wykorzystaliśmy osiągnięcia technologiczne, które były mnożnikiem siły dla całego IDF.”
W ciągu 11 dni konfliktu izraelskie wojsko przeprowadziło ciężkie uderzenia na obiekty Hamasu i Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu w Strefie Gazy. Według IDF uderzenia te były wymierzone w infrastrukturę krytyczną i osoby powiązane z obiema partiami.
W latach poprzedzających konflikt wojsko opierało się na tym, co było już dostępne na rynku cywilnym i przystosowywało to do celów wojskowych, podczas gdy IDF tworzyło własne.
Dlaczego to jest ważne?
Państwo Izrael chwali się użyciem ogromnej ilości danych (a właściwie ich przetworzeniem) do wykrycia zagrożenia i jego eliminacji. Nie wiadomo na ile użycie terminu “sztuczna inteligencja” jest uprawomocnione, ale na pewno można mówić o bardzo zaawansowanym systemie wsparcia walki. Nie wiadomo też czy to jest pierwszy taki na świecie przykład wykorzystania AI do celów militarnych, ale ponieważ technologia staja się coraz bardziej dostępna (spadają koszty), to można spodziewać się, że nie tylko Izrael będzie korzystał z algorytmów na polu walki. Może to oznaczać olbrzymią asymetrię w walce przeciwko przeciwnikowi, który będzie walczył “analogowo” i doprowadzać do sytuacji w której AI może powodować więcej śmierci po stronie przeciwnika (algorytm będzie dążył do osiągnięcia maksymalnego celu za wszelką cenę).
Czy podobało Ci się to wydanie newslettera?
 
Become a member for $3 per month
Don’t miss out on the other issues by Artur Kurasiński
You can manage your subscription tutaj
Jeśli ktoś przesłał Ci dalej tego maila i spodobał Ci się, możesz zasubskrybować ten newsletter tutaj
Starannie sporządzone przez Artur Kurasiński przy użyciu Revue.